Wzięłam szybki prysznic i owinięta w ręcznik stanęłam przed lustrem. Zrobiłam lekki make-up, na górnej powiece cienką kreskę, rzęsy pociągnęłam czarnym tuszem, a usta pomalowałam bezbarwnym błyszczykiem. Włosy upięłam w kucyk na czubku głowy. Poszłam do pokoju i ubrałam to:
Gdy byłam już gotowa spojrzałam na zegarek, zostało mi jeszcze trochę czasu, więc usiadłam przy komputerze, w tej samej chwili usłyszałam dźwięk przychodzącej rozmowy, a raczej konferencji. Mimowolnie się uśmiechnęłam i kliknęłam na przycisk „odbierz”.
- Cześć koteczki - wykrzyknęłam z uśmiechem
- Witaj słońce - powiedziała Vanessa
- To ty jeszcze żyjesz ? - dodała Majka
- No, jak widać żyję. Wiem , wiem popsułam tym faktem wszystkie wasze plany - odparłam wytykając język w ich stronę
- Jak ci tam bez nas?
- No wiecie...
- Wiemy , że jest do kitu.
- Chciałam powiedzieć, że jest nie najgorzej, ale tęsknie. A poza tym nie mam mnie dopiero dzień.
- Oj tam, oj tam - powiedziały zgodnie - a jak chłopacy? Przystojni?
- I to jak , normalnie tłumem stoją pod moim domem i nie mogą się doczekać kiedy wyjdę. - powiedziałam z sarkazmem - A co do wychodzenia, idę dzisiaj na małą imprezkę, więc na pewno się dowiem
- Tylko nie szalej za bardzo - powiedział Majka puszczając mi oczko
- To miało znaczyć, baw się dobrze - poprawiła ją Vannessa
- Ej opowiem wam kawał - wcięła się Majka, powstrzymując śmiech -
"Blondynka przychodzi do baru i zwierza się kelnerowi:
- ale ja jestem głupia nikt mnie nie lubi...
Kelner na to:
- Nie jest źle...
I zawołał:
- ruda chodź tutaj!
i mówi:
- idź do swojego domu i zobacz czy tam jesteś.
Po chwili ruda przychodzi zdyszana z domu i mówi: - nie nie było mnie tam...!
A na to blondynka:
- jaka głupia!!! ja bym zadzwoniła...!" - kończąc turlała się ze śmiechu.
- Hahaha , ale to było zabawne - powiedziałyśmy równo z Vanessą, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
Majka była brunetką więc bardzo często opowiadała kawały o blondynkach, które tyczyły się Vanessy i rudych, które były skierowane do mnie. Bardzo często te kawały były chamskie, że nie powiem że bardzo, ale to była Majka, ona po prostu miała taki charakter i za to ją tak kochałyśmy. Spojrzałam na zdjęcie stojące obok mnie.
Dostałam je od dziewczyn dzień przed wyjazdem z przyczepioną karteczką, na której napisane było:
Nie zapomnij o nas, wariatko. Kochamy Cię V. i M.
- No wiem - powiedział Majka, wciąż nie mogąc się uspokoić.
- Dobra ja spadam, bo zaraz się spóźnię - powiedziałam szybko czując że tracę kontrolę i zaraz też wybuchnę - Kocham was
- My ciebie też - usłyszałam od dziewczyn , a zaraz potem razem wybuchnęłyśmy śmiechem.
Rozłączyłam się, a kiedy już się uspokoiłam, wyłączyłam komputer. Spakowałam do torebki błyszczyk, telefon i kilka najpotrzebniejszych rzeczy, jeszcze raz obejrzałam się w lustrze, wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Zajrzałam do salonu, gdzie mama siedziała na sofie i czytała
- Mamo – powiedziałam cicho, kiedy już mnie zauważyła podeszłam do niej – Co czytasz?
- List w butelce, Sparksa – mama uwielbiała N. Sparksa, przeczytała wszystkie jego książki i to nie raz. – Jak ty ładnie wyglądasz.
- Dziękuję - odpowiedziałam z uśmiechem , obracając się wokół własnej osi.
- O której wrócisz ? - zapytała , a w tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Nie wiem , między 22 a 23 - odparłam , kierując się w stronę drzwi.
Po ich otwarciu moim oczom ukazała się Jas z mocnymi, kocimi kreskami i podkreślonymi na czerwono ustami, ubrana tak :
a jej ciemne włosy opadały falami na ramiona.
- Wow, jestem w szoku, myślałam, że nie nosisz sukienek - powiedziałam wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami.
- Powiedziałam, że nie przepadam za sukienkami, nie że w ogóle nie nosze kołku - odpowiedziała śmiejąc się i dając kuksańca w ramię - poza tym, jest okazja, będzie dużo fajnych ludzi, no wiesz... - dodała z miną typu "wiesz o co chodzi".
- To co idziemy ? - zapytałam z uśmiechem
- Mhmmm.. - przytaknęła - a przy okazji pokażę ci parę miejsc.
-Wychodzę, mamo ! - krzyknęłam, w odpowiedzi usłyszałam cichą zgodę i coś o tym, że mam na siebie uważać.
Po drodze Jas pokazała mi sklep z najlepszymi słodyczami w mieście, było tam kilkanaście rodzajów żelków, czekolad i cukierków, takiej ilości słodkich pyszność jak żyje na oczy nie widziałam, kawiarnię z najlepszymi kawami, gorącą czekoladą i deserami oraz budkę gdzie podają nieziemskie fast-foody.
Już z daleka było słychać głośną muzykę i widać wielki diabelski młyn, ale dopiero teraz moim oczom ukazało się ogromne, ozdobione kolorowymi lampkami wesołe miasteczko, po środku którego stał tłum obcych mi ludzi. Gdy dotarłyśmy na miejsce Jas co chwilę się z kimś witała, widocznie wszyscy tutaj wszystkich znali, ja się tylko uśmiechałam.
- Chodź na to - krzyknęła podekscytowana , pokazując na wielkie koło, które co jakiś czas ruszało i zatrzymywało, aby kolejni zainteresowani mogli zająć miejsce.
- No nie wiem... - nigdy nie lubiłam atrakcji związanych z dużą wysokością.
- No chodź, będzie fajnie - zachęcała mnie widząc to że się waham i pociągnęła mnie za rękę z stronę kolejki.
Gdy już przyszła nasza kolej, usiadłam, zamknęłam oczy i mocno chwyciłam się mini barierki, która miała zabezpieczyć nas przed wypadnięciem.
- Odpręż się, będzie super - próbowała mnie uspokoić.
- Hej - zagadnęła w chwili gdy powoli zaczynałyśmy wzbijać się ku górze. - Masz chłopaka ?
- Coście się tak przyczepili tego tematu dzisiaj ? - Nagle otworzyłam oczy i wytrzeszczyłam je w stronę J.
Jas zaśmiała się z mojej reakcji.
- No dalej, przyznaj się ilu ich tam masz? - odparła nadal się śmiejąc. - I jak dajesz rade utrzymać ich z dala od siebie?
- Nie mam chłopaka - odpowiedziałam - jakby to ująć u nas w Polsce nie cieszyłam się jakąś szczególną uwagą chłopaków , a jeżeli już to tych niewłaściwych. Jesteś jak taka ciotka co cię zobaczy po kilku latach i mówi że jesteś taka ładna i że na pewno wszyscy chłopacy się za tobą uganiają, a prawda jest całkiem inna - odpowiedziałam jej całkiem poważnie.
A Jas tylko wybuchnęła śmiechem.
- Z czego ty się tak śmiejesz? - zapytałam
- Popatrz - pokazała palcem coś przed sobą.
Gdy zrozumiałam dlaczego, zobaczyłam tłum malutkich ludzi i nieduże miasteczko, które było oświetlane przez uliczne latarnie. To był piękny widok. Wtedy zaczęłyśmy zjeżdżać w dół.
- Byłaś tak zajęta gadaniem, że nawet nie zauważyłaś. I co ? Było tak strasznie ? - zapytała wciąż się śmiejąc.
- No nie , było nawet fajnie - powiedziałam, choć nie byłam do końca pewna czy to dobry pomysł.
W taki sposób Jasmine zaciągnęła mnie jeszcze na kolejkę górską, kilka karuzel, choć ta ostatnia z huśtawkami, które unosiły się do góry kiedy karuzela przyspieszała była super.
Potem poszłyśmy jeszcze na samochodziki, J ciągle wjeżdżała we mnie, przez co ja próbowałam uciekać, ale średnio mi to wychodziło.
Właśnie rzucałyśmy piłeczkami do celu, kiedy zaczęło się robić ciemno, a kolorowe lampki stworzyły niepowtarzalny klimat. Jas w tej konkurencji była zdecydowanie lepsza, ja nigdy nie miałam jakiegoś super cela. Ale obie wygrałyśmy, ja małą pandę, która spokojnie zmieścił mi się do torebki, a J niedźwiadka wielkości niemowlaka.
- Heej Chace. - krzyknęła Jas. Na te słowa w nasza stronę odwrócił się wysoki chłopak w czapce, uśmiechnął się i pokiwał.
- Poczekaj chwilę , zaraz wracam - powiedziała do mnie, widocznie podekscytowana. - Tylko mi nigdzie nie ucieknij
Pokiwałam potwierdzająco głową , jednocześnie zachęcając ją do tego, żeby podeszła do chłopaka, który nie wątpliwie się jej podobał.
- Tylko o mnie nie zapomnij i mnie tu nie zostaw, nie wiem jak wrócić do domu - krzyknęłam do niej , pokazując jej dwa wyciągnięte w górę kciuki, ona tylko kiwnęła głową i z uśmiechem podążyła za chłopakiem, zagadując do niego.
Po 20 minutach czekania zaczynałam się powoli denerwować. Tak w sumie to nie wiedziałam ile w znaczeniu Jas oznacza chwila albo zaraz. Zaczęłam przestępować z nogi na nogę. Postanowiłam ją poszukać. Ruszyłam, więc przed siebie, rozglądając się czy gdzieś nie stoi. Obeszłam chyba cały park, ale nigdzie jej nie znalazłam. Szłam nieźle wkurzona, gdy wdepłam w jakąś dziurę.
- Cholera ! Wow ! - krzyknęłam czują, że tracę równowagę.
Gdy przygotowywałam się do upadku, poczułam że ktoś mnie przytrzymuje. Spojrzałam w górę i wtedy ujrzałam te piękne granatowe oczy, które należały do równie przystojnego chłopaka, który był w moim wieku lub o rok starszy.
- Uważaj na siebie - odezwał się pierwszy przerywając niezręczną ciszę oraz przywracając mnie do realnego świata. Poczułam ja moje policzki oblewają się rumieńcem.
"Boże, jakie ciacho" rozmarzyłam się "Ogarnij się, bo weźmie cię za idiotkę" mój wewnętrzny głos doprowadził mnie do porządku.
- Dziękuję - bąknęłam, uśmiechając się nieśmiało. Odwróciłam się i ruszyłam w przeciwną stronę.
- Nie ma za co. Powiedz mi chociaż jak masz na imię? - krzyknął za mną nieznajomy.
Uśmiechnęłam się w duchu.
- Lily - odkrzyknęłam, odwracając się w jego stronę, ale nie zatrzymując się i posyłając mu jeden z uśmiechów zarezerwowanych na specjalne okazje.
Postanowiłam, że przejdę park jeszcze raz w nadziei, że znajdę Jas i może spotkam mojego wybawcę. No może na to drugie miałam większą nadzieję. Po tym jak odeszłam od razu pożałowałam, że nie zostałam dłużej i nie pogadałam z nim, a wrócić było mi głupio. Właśnie szłam w kierunku stoisk z przeróżnymi grami, gdy z nieba zaczęło lać i to dosłownie, w jednej chwili zaczęła się ulewa. Nawet nie zdążyłam pomyśleć, gdy poczułam pociągnięcie za rękę. "To pewnie Jas, mnie znalazła" , ale gdy spojrzałam w dół przekonałam się, że na moim nadgarstku nie jest zaciśnięta ręka Jas tylko kogoś innego. Gdy już dotarliśmy do celu, którym był daszek jednej z budek, pod którą stało już mnóstwo ludzi, odważyłam się spojrzeć w górę i od razu pożałowałam czego sobie życzę. Przede mną stał chłopak, który przed chwilą uratował mnie od upadku.
- Znowu cię ratuję, Lily.
- Uważaj, bo się przyzwyczaję - powiedziałam siląc się na luz. - Czy ty mnie śledzisz?
- To mały park. Może to przeznaczenie, że się znowu spotykamy, a może faktycznie cię śledzę. Choć z drugiej strony, mam ciekawsze rzeczy do robienia, niż śledzenie zupełnie obcej mi dziewczyny, nie sądzisz?
W tym momencie pożałowałam, że nie ugryzłam się w język. Ostatnio wielu rzeczy żałuję. Może wreszcie czas przestać.
- Może i masz racje. - przyznałam, odważając spojrzeć jeszcze raz w jego oczy.
On robił to samo, patrzył w moje. Wtedy przysunął swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. Poczułam jego wargi na moich i na chwilę straciłam połączenie z rzeczywistością. Byłam tylko ja i on. "Przecież ja go w ogóle nie znam, ale z drugiej strony raz się żyje". Kiedy się ode mnie odsunął, otworzyłam oczy i zobaczyłam szeroki uśmiech na jego twarzy. A ja zrobiłam się cała czerwona. Kiedy już całkowicie wróciłam na ziemię, zauważyłam, że przestało padać, a ludzie którzy mnie otaczali zaczęli wychodzić w stronę otwartej przestrzeni. Zrobiłam, więc to samo. Chłopak podszedł do mnie. Usłyszałam wołanie:
- Jake, Jake, tu jestem. Chodź już, bo się robi późno - krzyczał chłopak-skate, obok którego stał kolega Jas
- Już idę, Dyl. Nie denerwuj się tak, bo ci żyłka pęknie - odpowiedział Jake.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, śliczna - te słowa skierowane były do mnie.
- Ja też - uśmiechnęłam się.
Jake podchodząc do swojej paczki, pomachał mi na pożegnanie, ja zrobiłam to samo. Dziewczyna stojąca obok niego zmierzyła mnie wzrokiem, który wyglądał jakby chciała mnie zabić. Gdy oni zniknęli w tłumie zauważyłam Jas, podbiegłam do niej i mocno ją przytuliłam. O dziwo cały gniew, gdzieś uleciał.
- Gdzie byłaś ? Szukałam się - powiedziałyśmy równo.
- Poszłam kawałek z Chacem, pogadałam z nim, potem złapał mnie mój brat, bo czegoś koniecznie chciał z mojego telefonu i wstąpiłam jeszcze do kibelka, no wiesz za potrzebą - wydusiła z siebie na jednym oddech - Martwiłam się. Już myślałam, że cie ktoś porwał, na przykład kosmici.
- No ja właśnie cię szukałam. A co do Chace'a, on ci się podoba - powiedziałam poruszając brwiami.
- Może trochę
Droga powrotna szybko nam minęła, głównie dlatego, że Jas opowiadała jak to się zaczęło z Chace'm i jakie to ma szczęście, że to on jest jej korepetytorem. Ja tylko wspomniałam, o moim nowym koledze. Otworzyłam cicho drzwi do domu, tak żeby nie obudzić mamy i weszłam na górę. Otworzyłam drzwi do jej sypialni, smacznie spała, znając mamę nie położyła się po południu, więc była zmęczona całym dniem, zamknęłam je spowrotem i poszłam do mojego pokoju. Weszłam szybko pod prysznic, ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, przez cały czas myślałam o Jake'u. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
***
Rozdział dedykuję moim kotałką: Madzi, Moni i Werce <3, dzięki którym w ogóle go skończyłam. Dziękuję za waszą motywację i pomoc.


